Skip to content
27 Cze / Wojtek

nowOsiecka [RECENZJA]

Najpierw był koncert w katowickim WOSPRze, później transmisja telewizyjna w TVP, a na koniec płyta. Czyli dzień jak codzień, gdyby nie zamieszanie związane z relacją telewizyjną. Nagle okazało się, że Natalię Przybysz trzeba wyciąć – to konsekwencja jej śmiałych wypowiedzi na temat aborcji. Ale prezes TVP będzie nam ciągle wmawiał, że nie posiada listy artystów zakazanych. Tego konceru nie widziałem, więc ucieszyłem się, że mogłem go wysłuchać na płycie, w dodatku w całości. Zawsze interesowało mnie nowe odczytanie znanego repertuarua a Osieciej zwłaszcza, bo to już przecież klasyka najwyższej próby.

czytaj dalej…

23 Cze / Wojtek

Roger Waters – „Is This the Life We Really Want?” [RECENZJA]

Czy starszy pan potrafi jescze nagrać ciekawą płytę? O tak! Najnowszy krążek Rogera Watersa pokazuje wszystkim niedowiarkom, że mimo  swoich 74 lat artysta  trzyma się całkiem dobrze. Potwierdzeniem może być fakt, że z 11 solowych albumów artysty (pierwszy został nagrany w 1970 roku) aż 5 powstało w XXI wieku. Do nowych płyt artystów z długim życiorysem zawsze podchodzi się z dystansem. Bo z jednej strony ma się w pamięci wszystkie wcześniejsze dokonania, ale z drugiej nie chce się oceniać czegoś z litości. Tymczasem Waters nagrywa krążek, którego słucha się z wielką przyjemnością.

czytaj dalej…

20 Cze / Wojtek

Moje 5 minut – Mateusz Ziółko

Szansa na sukces”, Idol”, „Mam talent”, „The voice of Poland”, „-X-Factor”, „Must be the music” ……czyli co najmniej 6 możliwości na medialne zaistnienie. Co ciekawe, wielu młodych wokalistów bierze udział w kilku z tych programów, a pewnie są tacy niestrudzeni, którzy byli w każdym z nich. Jak pokazuje życie te programy, wbrew pozorom, nie są po to by wyłaniać, a potem szlifować talenty. Tu niestety chodzi o produkcję programu rozrywkowego o bardzo wysokiej oglądalności. Jak najlepsi uczestnicy tych muzycznych wyścigów potrafili wykorzystać swoje 5 minut? Zobaczmy…….

Mateusz Ziółko wykotrzystał niemal wszystkie możliwości, aby ktoś go zauważył. Zanim wygrał jeden program, próbował swojego szczęścia  w Mam Talent i Must Be the Music. Za każdym razem jororzy się zachwycali, ale do szczęścia potrzebna była głosująca publiczność. No i w końcu, na zasadzie „do 3 razy sztuka”, udało się. Widzowie podzielili zachwyt jurorów i zdecydowali o jego zwycięstwie w The Voice of Poland. Mnie jego występy nigdy nie fascynowały, bo oprócz tego, że Mateusz potrafi zaśpiewać niemal wszystko, to niewiele z tego wynikało. Taka maszyna do śpiewania.

czytaj dalej…

17 Cze / Wojtek

Sarsa – „Pióropusze” [RECENZJA]

Sarsa pojawiła się na naszej scenie szybko i dosyć mocno. Nie pierwsza i zapewne nie ostatnia. Jeśli jednak debiutancki album przyjmuje się z ciekawością, ale też kredytem zaufania, to już drugi jest prawdziwym sprawdzianem artysty. Czy Sarsa, wydając właśnie swój drugi album, nadal ma coś do powiedzenia? Moim zdaniem tak. Płyta „Pióropusze” jest wyraźnym pokazaniem kierunku, w którym artystka podąża. I mimo, że nie są to moje klimaty, muszę uczciwie przyznać, że Sarsa potwierdza swoją mocną pozycję w naszym SZOŁBIZNESIE.

Utwory na tej płycie są nośne i bardzo komercyjne. „Pióropusze” ukazały sie w maju, czyli świetnym momencie, bo teraz można sie spodziewać, że artystka będzie zapraszana na wiele koncertów plenerowych, świąt miast i innych podobnych wydarzeń. I te piosenki dobrze się na tych koncertach sprawdzą, a ludzie będą mogli podskakiwać i nawet trochę pośpiewać.

Podoba mi się sposób śpiewania wokalistki, bo bardzo umiejętnie posługuje się swoim głosem, dostosowując emisję do zaplanowanego efektu. Raz więc jest to typowy popowy, dobrze brzmiący głos, a za chwilę niski, mocno osadzony na przeponie, z charakterystycznym akcentowaniem, coś w rodzaju skrzypcowego detache. I ten drugi sposób zdaje się być cechą rozpoznawczą wokaliski. Co prawda nie jest to nic nowego, bo na świecie jest już kilka wokalistek śpiewających podobnie, ale w Polsce Sarsa jest na razie jedyna. Zresztą zapatrzenie się artystki na zachodnie wzorce muzyczne jest spore. W efekcie otrzymujemy typową muzyczną papkę, jednak na tle innych wykonawców poruszających się w tej stylistyce w Polsce Sarsa wyróżnia się zdecydowanie. Wyraźnie słychać, że Sarsa ogrnia swoje produkcje całościowo, mocno koncentrując się na stronie muyzcznej. Na tym tle teksty wypadają blado, ale na szczęście jakoś szczególnie nie straszą.

W tym egzotycznym dla mnie repertuarze udało mi się znaleźć piosenki interesujące. Np. „Volta”, która została napisana do najnowszego filmu Juliusza Machulskiego i tytułowe „Pióropusze”. Sarsa świetnie radzi sobie z konstrukcją utworów uciekając od standardowych „canto-refren”. Jeszcze lepiej jest w warstwie akompaniamentu, zrónicowanego i ciekawego. Co prawda czasmi zdarzają się bardzo banalne dyskotekowe brzmienia, ale taka jest koncepcja artystki. Dobrze jednak, że w kilku utworach Sarsie udaje się bardziej pokominować, dodawać ciekawe brzmienia smyczków, albo zaśpiewać niezły duet z raperem VNM, czyli Tomaszem Lewandowskim.

Na albumie znalazły sie 3 piosenki anglojęzyczne. Nigdy nie wiem jaka za tym stoi idea? Bo co innego cała płyta nagrana po angielsku, wtedy jest jakaś spójność. Czyżby planowano atak na zagraniczne rynki? Jeśli taki jest plan, to raczej karkołomny, bo na tle tego co robi się dziś na świecie, te piosenki raczej furory nie zrobią. Jednak w tym repertuarze artystka jest najbardziej ciekawa muzycznie.

I nie zależnie już czy Sarsa wpisuje się w naszą stylistykę, czy omijamy  ją z daleka, trzeba powiedzieć, że jest ciekawą postacią na naszej scenie. Wierzę, że w przeciwieństwie do wielu gwiazdeczek jednego sezonu pozostanie w tej branży długo. To też kolejny przykład, że nie trzeba wygrywać talentshow, aby zaistnieć. Tak, Sarsa niewątpliwie wykorzystała swoje 5 minut, które dało jej The Voice of Poland przedłużając je o kolejne minuty.  Brawo!

7/10

 

14 Cze / Wojtek

Miuosh – „POP.” [RECENZJA]

Tego faceta nie można traktować jak zwykłęgo rapera. Jego wcześniejsze dokonania, mimo że nierozerwalnie z tym gatunkiem zwiazane, pokazują szerokie horyzonty artysty. I może właśnie dlatego Miuosh porwał się na połączenie swojej dotychczasowej specjalności z piosenką. Tytuł płyty jest tutaj lekko prowokacyjny, bo z popem ten materiał ma niewiele wspólnego. Może chodziło jedynie o zwrócenie uwagi? A może wykonawcom poruszającym się na codzień w obszarach dalekich od piosenek wydaje się, że nagle wskakują do zupełnie innego, bardziej komercyjnego świata?

Nie umiem wytłumaczyć dlaczego najczęściej nie podobają mi się wszelkie próby upiększania wypowiedzi raperów popisami typowych wokalistów. Czuję tutaj jakąś niekonsekwencję stylistyczną, ale to może tylko moje odczucie. I ciekawe, że tego problemu nie mam, gdy jest odwrotnie, czyli popowy wokalista zaprasza do swojego utowru rapera. Na tej płycie takich eksperymentów jest sporo i tak naprawdę trudno się do czegoś przyczepić – zaproszeni wokaliści pochodzą z lepszego muzycznego świata: Myslovitz, Piotr Rogucki, Soxso, Katarzyna Nosowska. Jednak nawet duet z tą ostatnią mnie nie przekonuje, bo niby wokalistka na swoim miejscu, raper też, a w połączeniu coś jednak się nie klei. A kompletnie już nie rozumiem nowej wersji piosenki Bajmu, z tymże w roli głównej. Jedyny duet, który mnie nie drażni, to świetna piosenka „Kawa i papierosy”, w której Organek jest spójny z tym, o czym opowiada Miuosh. To jedynie potwierdzenie klasy wokalisty rozumiejącego, co chce się wspólnie osiągnąć.

Tę płytę można rozpatrywać dwutorowo. Oprócz nieprzekonujących duetów z wokalistami są też tradycyjne utwory w stylistyce temu artyście najbliższej. I te są dla mnie najbardziej przekonujące. Trochę jestem zawiedziony oklepaną tematyką, kontestacją swojego życia – ten sposób wypowiedzi był wykorzystywany już tak często, że nie tobi już wrażenia. I dziwię się, że Miuosh zauważający swój „dojrzały wiek”, który opisuje w jednym z utworów nadal posługuje się nie zawsze uzasadnionymi przekleństwami, typowymi dla początkujących zbuntowanych raperów. Mimo wszystko ciekawe są „Produkcja”i „Perseidy” z dobrymi, głębszymi tekstami. Wyróżniającym się utworem jest „Nisko” z wyraźnym, pozornie nieskomplikowanym podkładem.

Miuosh, rocznik 84, ma już tyle dokonań, że mógłby obdzielić nimi kilku artystów. 11 albumów i gościnne występy z wieloma innymi artystami różnych gatunków i stylistyk pokazują jego szerokie możliwości. A na czele są 2 wydarzenia: album „2015” z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia pod wodzą Jimka i świetne „Historie” z Natlią Grosiak i Andrzejem Smolikiem, powstałe dla uświetnienia rocznicy Powstania Warszawskiego.  To wszystko pokazuje ciekawą drogę, jaką podąża Miuosh. Nie mam wątpliwości, że płyta „POP.” jest na tej drodze nie przypadkowo. Bo każdy ma prawa pobłądzić, a w przypadku artystów jest to wręcz wpisane w zawód. Bo nic tak nie podkręca kreatywności, jak ciągłe poszukiwania, nawet gdy czasami zdarza sie błądzić.

6/10