Skip to content
16 Lut / Wojtek

Cecile McLorin Salvant – „Dreams and Daggers” [RECENZJA]

Tą wokalistką zachwycił sie cały jazzowy świat. Właściwie od momentu jej pojawienia się "ochy i achy" nad jej głosem i muzykalnością nie ustają. Mówi się, że taki głos pojawia się raz na jedno pokolenie, a może nawet rzadziej. Mimo młodego wieku Cecile regularnie kolekcjonuje nagrody Grammy. Jej ostatnia płyta "Dreams and Daggers", niedawno nagrodzona kolejną statuetką, zapisała się już w historii. Dlaczego? Nie mam pojęcia.

Słuchając tego albumu poczułem się, jakbym dostał zaproszenie do muzeum światowego jazzu, albo na koncert upamiętniający wielkie divy tego gatyunku. Bo porównanie z Sarah Vaughan, Billie Holiday i Ellą Fitzgerald jest tutaj automatyczne. Cecile śpiewa bardzo podobnie. I nawet nie ma sensu zastanawiać się czy lepiej, czy gorzej, bo to wszystko już było. Na płycie "Dreams and Daggers" nie usłyszałem niczego, co by mnie zaskoczyło. Artystka opiera się na kompozycjach bardzo dobrze znanych, przeplatając je kilkoma utworami autorskimi. 

czytaj dalej…

13 Lut / Wojtek

Beata Przybytek – „Today Girls Don’t Cry” [RECENZJA]

Kilka tygodni temu usłyszałem ją w radiu. Wokalistki nie znałem, ale od razu się zainteresowałem, bo coś mnie w niej urzekło. I tutaj czekały na mnie 2 niespodzianki. Po pierwsze dowiedziałem się, że to polska artystka, na co kompletnie nie byłem przygotowany. Po drugie – odkryłem, że Beata Przybytek nie jest debiutantką, bo „Today Girls Don’t Cry” jest już jej 6. albumem. Zresztą artystka w 2013 r. została uhonorowana nagrodą „Mateusza Trójki”. Przesłuchanie całego albumu było dla mnie przyjemnością, bo często zdarza się, że zainteresowanie jedną piosenką nie jest w stanie obronić się w postaci całej płyty. Tym razem rozczarowań nie było 🙂

Beata Przybytek jest artystką świadomą, co dziwić nie powinno – wcześniej absolwentka wokalistyki w katowickiej Akademii, teraz pedagog właśnie tam. Oczywiście ukończenie jakiejkolwiek szkoły nie gwarantuje sukcesu, bo mamy mnóstwo przypadków absolwentów, którzy kompletnie nie radzą sobie z materią. Na szczęście Beata Przybytek  jest przykładem, że jednak można. Od początku słychać, że artystka radzi sobie jako kompozytorka, ale też doskonale wie, jak należy wykorzystywać swój głos. W konsekwencji powstał dojrzały, dobry muzycznie album.

czytaj dalej…

11 Lut / Wojtek

Vulfpeck – „Thrill of the Arts” [RECENZJA]

Po przypadkowym odkryciu tego zespołu i po natychmiastowym zakochaniu się w jego muzyce czas zobaczyć, co działo się z kapelą jeszcze wcześniej. Oczywiście nie myślę tu o działaniach nie do końca muzycznych, jak między innymi słynna walka o politykę wynagradzania artystów przez Spotify, ale o czystą muzykę. „Thrill of the Arts” to pierwsza oficjalna płyta zespołu. Okazuje się, że jest jeszcze ciekawsza.

Ta płyta to jedynie nieco ponad 30 minut muzyki, ale za to jakiej! Tutaj jest wszystko – radosna muzyka, niemalże taneczna, mocno stylizowana na lata 70. i 80. ubiegłego wieku, ale też utwory nieco spokojniejsze, utrzymane w klimatach muzyki soul. Jak na kapelę instrumentalną przystało album rozpoczyna się świetnym utworem „Welcome to Vulf Records” ze znakomitą energią, zmieniającym się tempem, ale zawsze z dobrze kontrolowaną  pulsacją. I tak jest do końca. Na zakończenie albumu, na ostudzenie emocji możemy delektować się spokojną muzyką towarzyszącą kojącemu monologowi jednego z muzyków. To bardzo udany zabieg.

czytaj dalej…

8 Lut / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „Sutra”

W tym cyklu zazwyczaj przyglądamy się piosenkom starszym, z długą historią wykonań coverowych. W tym przypadku robimy wyjątek, bo „Sutra” to piosenka stosunkowo młoda, a zajmujemy się nią głównie z uwagi na jedno nagranie.

„Sutra” to jedna z bardziej znanych piosenek nieistniejącego już zespołu Sistars, który szybko zniknął z naszej sceny, podobnie jak najpierw szybko ją zdobył. Założycielki zespołu, siostry Natalia i Paulina Przybysz, rozpoczęły kariery solowe – obie z dużym sukcesem, chociaż już nie tak spektakularnym jak to miało miejsce w przypadku Sistars.

czytaj dalej…

5 Lut / Wojtek

Bitamina – „Kawalerka” [RECENZJA]

Do tej płyty zostałem namówiony, że to takie dziwne, odjechane i że pewnie powinno mi się podobać. Więc ok., podejmuję rękawicę. Przesłuchałem cały album kompletnie nieznanego mi zespołu i rzeczywiście muszę się zgodzić, że to dziwne i lekko odklejone. No i podoba mi się. I nagle trochę się przeraziłem. Już nawet nie tym, że mój gust muzyczny staje się dla otoczenia przewidywalny, ale że uchodzę za człowieka lubiącego dziwną muzykę. A może trzeba postrzegać to jako komplement, bo żeby nie podpowiedź znajomych, to pewnie nie dotarłbym do tego  ciekawego albumu.

czytaj dalej…