Skip to content
18 Sie / Wojtek

Vulfpeck – „The Beautiful Game” [RECENZJA]

Vulfpeck to stosonkowo młoda i raczej mało znana kapela amerykańska. Trafiłem na nią dość przypadkowo i bardzo szybko się zainteresowałem. Głównie tym, dlaczego zespół nie jest tak popularny, jak na to zasługuje?  To drugi album grupy i pierwszy „normalny”. Wcześniej Vulfpeck nagrał 4 EP-ki i pionierski album „Sleepify”. Chodziło o prowokację – Spotyfy dotychczas wypłacał tantiemy twórcom, których utwór był odtwarzany co najmniej 30 sekund. W związku z tym Vulfpeck nagrał album z 30- sekundowymi utworami, których treścią była cisza, namawiąjąc słuchaczy, aby tę płytę odtwarzali podczas snu. Ten projekt, jakkolwiek go oceniać, zrewolucjonizował w Spotyfy sposób wypłat tatiem dla artystów.

Członkowie kapeli poznali się podczas studiów muzycznych na Univeristy of Michigan, a połączyły ich występy w sekcji rytmicznej na koncertach organizowanych przez uczelnię. Zespół tworzy 4 muzyków (Jack Stratton – keybord, perkusja, gitara; Theo Katzman – gitara, perkusja; Woody Goss – keybord i Joe Dart – gitara basowa), a reprezentowane przez nich instrumenty nie informują, kto w kapeli gra „pierwsze skrzypce”. Jedynie jeden muzyk, basista, nie ma konkurencji. I po co to zamieszanie? Prawdopodobnie dzięki niemu mamy takie bogactwo muzyczne w każdym utworze. Mózgiem zespołu jest Jack Stratton – to on ma najwięcej do powiedzenia podczas komponowania i aranżowania utworów, ale taże jest wiodącą osobą w czasie nagrań i działań marketingowych.

czytaj dalej…

15 Sie / Wojtek

Taco Hemingway – „Szprycer” [RECENZJA]

Po wysłuchaniu tego albumu zapytałem kilku młodych ludzi, czyli teoretycznie target Taco Hemingway’a, o znaczenie słowa „szprycer”. Żaden z zapytanych go nie znał. Może więc warto przypomnieć, że szprycer to połączenie białego wina z wodą sodową.  I teraz tytuł płyty nie powinien już być dla nikogo zaskoczeniem – artysta zafundował nam prawdziwą mieszankę. Można jedynie się zastanawiać, co jest winem, a co wodą.

W ostatnim czasie w Polsce panuje moda mieszania stylistycznego przez raperów. Te skoki w bok, a raczej romanse z piosenkami, nie zawsze się udają, bo to trochę jak wchodzenie na nowy, bardziej cywilizowany ląd. Taco Hemingway, wcześniej specjalizujący się w klasycznym rapie, znany był jako świetny obserwator codziennego życia. Tym razem artysta przedstawia się jako lekkoduch-łobuziak. Stylistycznie też jest inaczej, więcej jest brzmień bliskich piosence, chociaż śpiewanie na 2-3 dźwiękach to raczej forma pośrednia.

czytaj dalej…

12 Sie / Wojtek

Snarky Puppy – „The World is Getting Smaller” [RECENZJA]

To drugi album zespołu, nagrany w 2007 roku. Słuchając dziś tej płyty, kiedy znam prawie wszystkie późniejsze, trudno jej nie porównywać w kontekście całościowym.  Na pewno można powiedzieć, że ten album mieści się w stylistyce kapeli i chyba dobrze, że późniejsze nagrania są trochę ciekawsze, bo to świadczy o naturalnym progresie artystycznym.

czytaj dalej…

10 Sie / Wojtek

Monika Borzym – „Jestem przestrzeń” [RECENZJA]

Muzeum Powstania Warszawskiego zachwycają się nie tylko warszawiacy. Wszak to nowoczesna, świetnie funkcjonująca placówka. Ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że od kilku lat muzeum wydaje płyty na okoliczność kolejnych rocznic Powstania. Za każdym razem zamierzenie jest ambitne i śmiałe – to chyba największa wartość tych albumów. W ubiegłym roku mieliśmy śmiały projekt Smolika z Natalią Grosiak i raperem Miuoshem, a kilka lat wcześniej rewelacyjny album Agi Zaryan. W tym roku zaproszono Monikę Borzym.

czytaj dalej…

5 Sie / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „Raindrops Keep Fallin’ on My Head”

Piosenki Burta Bacharacha są dla mnie symbolem kompozycji idealnych, takich, jakich się już nie pisze. I ten wyróżnik zapewne jest straszakiem przed nowymi wykonaniami, bo tych wcale dużo nie ma. Co prawda, gdyby zliczyć wszystkie wersje, to jest ich wyjątkowo dużo. Niestety zdecydowana większość z nich jest kopią i to najczęściej kiepską. Na szczęście są ciągle artyści, którym udaje się zbliżyć do geniuszu kompozytora.
Piosenka powstała w 1967 roku do filmu „Butch Cassidy and the Sundance Kid” i zyskała uznanie artystycznego świata, otrzymując statuetkę Oscara. Pierwszym wykonawcą był B. J. Thomas. Piosenka szybko zdobyła szczyty list przebojów w USA i Kanadzie. W kilka miesięcy płyta osiągnęła sprzedaż 2 milionów egzemplarzy, co wtedy było nie lada wydarzeniem.

czytaj dalej…