Skip to content
28 Lis / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „Cucurrucucu Paloma”

Do przyjrzenia się tej piosence sprowokowało mnie najnowsze wykonanie Artura Rojka. Artysta zabrał się za piosenkę, która dotychczas nie kojarzyła mi się z obszarami, które należy obserwować. Ten utwór, funkcjonujący w naszej świadomości jako coś dziwnego i obciachowego, był bardziej elementem kultury, niż atrakcyjną muzyką. Okazało się, że nawet taką, kojarzącą nam się z kiczem piosenkę, można wykonać interesująco. Może warto więc przy tej okazji przyjrzeć się samej piosence i zastanowić się, dlaczego jej miejsce w muzycznym świecie jest raczej na jego obrzeżach. Zacznijmy jednak od wspomnianego nagrania.

czytaj dalej…

26 Lis / Wojtek

The Voice – można odpocząć:-)

Zgodnie z przewidywaniami ten koncert nie był interesujący. I nawet jego rozstrzygnięcia nie były zaskakujące, bo cokolwiek by się wydarzyło, nie miało większego znaczenia.  Na szczeście skończyło się nienajgorzej. Pozostawienie w finale uczestników, którzy wcześniej mnie raczej nie interesowali zwiastowało koncert, który obejrzę z obowiązku. I tak niestety było.

W pierwszej części uczestnicy wystąpili solo, a potem w duetach ze swoimi trenerami. Wszystkie występy były słabe. Jedynie trochę zainteresowała mnie piosenka Marty Gałuszewskiej z Michałem Szpakiem – tutaj usłyszałem coś ciekawego.

W drugim etapie, kiedy trójka finalistów wykonywała polskie piosenki, jedyna która mi się podobała była znowu Marta. Jej wykonanie wyświechtanej piosenki Varius Manx było oryginalne. I już wtedy wiedziałem, że jeśli ktoś powinien wygrać program, to tylko ta wokalistka. Na koniec okazało się, że publiczność myślała podobnie. Takie zakończenie tej edycji trochę mnie uspokoiło.

czytaj dalej…

24 Lis / Wojtek

Kortez – „Mój dom” RECENZJA]

Tej płyty należy słuchać łącznie, bo wyrwanie jej z konkekstu nikomu nic nie da. Chodzi o to, że poznawanie Korteza od krążka „Mój dom” nie spowoduje nagłej miłości do tego artysty. Natomiast ci, którzy pokochali „Bumerang”, pierwszy album Korteza, swoją miłość na pewno umocnią. Ja do fanów nie należałem, jednak mimo wszystko trochę łatwiej mi było tym razem. Dlaczego? Bo teraz, 2 lata po błyskotliwym debiucie, widzę, że Kortez nikogo nie udaje, ani nie chce się nikomu przypodobać. I albo ktoś zaakceptuję tę jego chropowatość, albo będzie szukał czegoś bardziej spektakularnego.

Album utrzymany jest w nieco mrocznych klimatach, ale nie tych z dymami i demonami. Kortez zaprosił nas do swojego życia i opowiada o nim bez retuszu. Takie podejście musi zrobić wrażenie. Mnie jednak sama strona artystycznej prawdy nie wystarcza, bo chciałbym usłyszeć trochę ciekawej muzyki – tej jest tutaj niewiele. Co prawda na płycie jest kilka piosenek, które znajdą swoich odbiorców, ale dla mnie są muzycznie nieco przegadane. Na pewno w mediach obronią się „Dobrze, że Cię mam” i „Nic tu po mnie”. Moją ulubioną jest „We dwoje” , piosenka trochę inna niż pozostałe, raodsna i optymistyczna.  Najbardziej podoba mi się w niej spójność muzyki z tekstem, i nawet nie przeszkadza mi lekka maniera artystyty – tę można poraktować jako jego znak firmowy artysty.

czytaj dalej…

21 Lis / Wojtek

Micromusic – „Tak mi się nie chce”[RECENZJA]

Średnio co 2 lata Micromusic nagrywa kolejną płytę studyjną. Więc zgodnie z kalendarzem zespół wydaje w tym roku na świat swoje nowe dziecko. Abum jak zwykle bardzo interesujący. Trochę szkoda mi tego materiału, bo to mógł być kandydat do mojej krótkiej listy najlepszych albumów tego roku. Kilka „drobiazgów” niestety nie daje mi wyboru – to album bardzo dobry, ale nie tak świetny, jak początkowo go odebrałem.

Zaczyna się bardzo interesująco, singlowym „Synu”. Już tutaj Natalia Grosiak sygnalizuje, że nie zamierza iść na skróty – jej tekst jest jak zwykle o czymś,  w tym przypadku bardzo serio. Osobiste teksty przeplatają się z piosenkami utrzymanymi w konwencji żartobliwej, w której wokalistka czuje się chyba najlepiej. Ten nurt świetnie reprezentuje drugi singiel. „Tak mi się nie chce”. Ta, utrzymana w klimatach dancingowych, pozornie banalna piosenka jest na pewno ważna. W tej „lekkiej, łatwej i przyjemnej”piosence dużo się dzieje muzycznie, ciekawie narasta dramaturgia ze zmianami pulsacji, modulacją w refrenie, ciekawym, rozwijającym się akompaniamentem i niebanalnym dwugłosie wokalnym. Piosenka bardzo szybko zyskała uznanie słuchaczy, wskakując na listy przebojów.

Moim ulubionym jest utwór „Na krzywy ryj”, którego mógłbym słuchać bez końca. No właśnie, mógłbym, gdyby nie pewien „drobiażdżek”. Do świetnej muzyki i tekstu dołączono znakomitą, ciekawie rozwijającą się aranżację. Na tym tle wykonanie wokalne jest zdecydowanie najsłabsze. Przede wszystkim przeszkadzają mi nieczystości intonacyjne, a raczej niezbyt precyzyjne wykonanie linii melodycznej. Zresztą ten dziwny sposób śpiewania z nietrafianiem (w przypadku większych skoków interwałowych) w dźwięk właściwy, poprzedzanie go przednutką, to zjawisko obecne tutaj niemal w każdym utworze. Co się stało? Przecież Natalia Grosiak nigdy tak nie śpiewała. Inna bolączka to niewłaściwe frazowanie. Akurat w tym utworze, w dodatku z bardzo wyraźnym i czystym głosem wokalistki, każde nieprawidłowości słyszalne są dużo bardziej. Własciwie każda fraza w refrenie zaśpiewana jest „pod prąd”, z takimi kwiatkami jak: „nie pro- siłam, a mam”, „nie po-trzebując”.

Duże wrażenie zrobiła na mnie także „Pieśń Panny IV”. Najpierw myślałem, że to Natalia Grosiak pozwoliła sobie na zabawę językową i napisała ten tekst. Później okazało się, że to jednak nie stylizacja, a oryginalny tekst Jana Kochanowskiego. Sukces tego utworu polega na idealnym zgraniu tesktu z muzyką, że aż trudno uwierzyć, że można było doprowadzić do tak znakomitej symbiozy. Paluszki lizać:-)

Tej płyty słucha się z dużą przyjemnością. Micromusic potwierdza swoją silną pozycję na naszej scenie. Co prawda dla wielu słuchaczy to ciągle kapela nieznana, albo w najlepszym przypadku niszowa. Najważniejsze, że sami muzycy tym się specjalnie nie przejmują – cały czas robią to, co ich najbardziej kręci. I robią to bardzo dobrze!

8/10

19 Lis / Wojtek

The Voice of mizeria

Już na początku tej edycji było wiadomo, że jest cienko. Nieco później, kiedy opadł kurz po wyeliminowaniu najsłabszych, okazało się, że program nie będzie niczym szczególnym się wyróżniał – zostało kilku uczestników, którzy gwarantowali przyzwoity poziom tego show. Niestety wszystko minęło jak po dotknięciu czarodziejskiej różdżki, kiedy do głosu dopuszczono publiczność. To ona od początku premiowała najsłabszych w każdej drużynie uczestników. Czasami jurorzy stawali przed trudną decyzją, bo jak wyeliminować kogoś z dwóch równie dobrych wokalistów, podczas gdy ma się świadomość, że na ich miejscu powinien stać ktoś inny? I tak to publiczność wybrała sobie „dream team”. Wczorajszy koncert to potwierdział – było słabo, a miejscami wręcz karykaturalnie.

Najwięcej wpadek zaliczyła produkcja, bo mając do dyspozycji słabych wykonawców postanowiła to jeszcze bardziej podkreślić. Pierwszy strzał w stopę to pomysł, aby uczestnicy wykonali piosenki premierowe. Pomysł świetny, bo już na etapie programu można się zorientować, co jego uczestnicy mają do powiedzenia w repertuarze oryginalnym. Niestety potwierdziło się, że Polska jest ciągle muzycznym zaściankiem – wykonane wczoraj piosenki reprezentowały muzyczną sieczkę. Te utwory, będące wyznacznikiem gustu reprezentowanego przez największe komercyjne stacje radiowe, nie miały prawa niczym zainteresować. Jakby tego było jeszcze mało, to wczoraj zaproszono DJ Jonasa Blue, chyba tylko po to, aby pokazać, jak daleko nam do tego, co robi się na świecie. I to był drugi strzał w stopę. Jedyny, który z tym karkołomnym zadaniem sobie poradził był Michał Szczygieł. I to ciekawe, bo on sam ma świadomość niedostatku swoich umiejętności wokalnych. Za to posiada luz, dystans i osobowość. Nie zdziwię się, jeśli ten chłopak wygra program:-)

czytaj dalej…