Skip to content
1 Paź / Wojtek

Sarius – „Pierwszy dzień po końcu świata” [RECENZJA]

Poprzednia płyta Sariusa była dziwna.

A ta najnowsza? Jest podobnie. Utwory rasowego rapera toną wśród przeciętnych piosenek, w których artysta chce chyba samemu sobie udowodnić, że jest wokalistą. I to mu się nawet udaje. Inna kwestia, to czy takie zabawy nam się podobają. Mnie niekoniecznie, ale dramatu nie ma.

Okładka i tytuł płyty sugerują coś innego.

"Pierwszy dzień po końcu świata" to tytuł, który intryguje. W połączeniu jednak z horrorową okładką sugeruje, że będzie mrocznie i strasznie. I tak się zaczyna. Pierwsze utwory, takie jak: "Pierwszy dzień po końcu świata", "Bentley" i nieco dziwny "Młody Weles" mają charakter. I może nie jest to szczególnie mocne, ale wyraziste i "jakieś". Szkoda tylko, że ten charakter nie jest prowadzony konsekwentnie. Bo na przykład w pierwszym z tych utworów zupełnie niepotrzebnie pojawia się na początku śpiewany fragment, który mocno zamula, ściągając wszystko nieco w dół. Na szczęście jedynie nieco, ale szkoda.

czytaj dalej…

29 Wrz / Wojtek

VoP – cz. 3. I jeszcze ciemniej

Po tygodniu przerwy program przygotował 2 najsłabsze odcinki w historii tego programu EVER. Podobał mi się tylko 1 (słownie: JEDEN) uczestnik. Czyżby zmęczenie materiału? A może w końcu goły okiem widać, że w tak małym i muzycznie zaściankowym narodzie nie ma aż tylu zdolnych ludzi, aby co roku robić duży program?  A może ci rzeczywiście utalentowani nigdy się tu nie zgłoszą?

Wracając do wczorajszego programu. Podobał mi się Adrian Burek. Jego sprawność techniczna w połączeniu z osobowością i świadomością wykonawczą przyniosły ciekawy występ. I potwierdzenie, że dobry wokalista to przede wszystkim świadomość wykonawcza.

czytaj dalej…

26 Wrz / Wojtek

Snarky Puppy – „The Only Constant” [RECENZJA]

Słucham pierwszego albumu mojego ulubionego zespołu. I tak myślę, że to chyba dobrze, że poznawanie go zacząłem od środka. I to tego nietypowego, bo moje pierwsze spotkanie z tą kapelą to ich album "Sylva" zagrany z Metropole Orkestr. Po pierwszym, szybkim zachwycie nadszedł czas na poznanie całej dyskografii zespołu.

"The Only Constans" to pierwsza studyjna płyta z 2006 roku tej nowojorskiej grupy. Rok wcześniej powstał album live i to od niego wszystko się zaczęło. Słuchając "The Only Constant" wyraźnie słychać progres, jaki zespół zrobił bardzo szybko. Bo jedynie 5 utworów, każdy z nich bardzo długi, to typowa cecha dla maniaków muzyki instrumentalnej, którzy zapominają o tym, że nie każdy słuchacz jest na tak wysokim poziomie wtajemniczenia, aby udźwignąć ambitną muzykę.

czytaj dalej…

23 Wrz / Wojtek

Król – „Nieumiarkowania” [RECENZJA]

Jego poprzedni album tak mocno rozbudził mój apetyt, że z dziką radością rzuciłem się na "Nieumiarkowania". Niestety bardzo szyko ostudziłem swój zachwyt. Obawiam się, że klimat, smak i tajemnica, które oplatały "Przewijanie na podglądzie" teraz gdzieś uleciały. Zwłaszcza tajemnica. Bo niby nadal jest interesująco i przyzwoicie artystycznie, ale to już nie ta sama magia:-(. I to jest właśnie pułapka dla słuchacza, który po poprzednich dokonaniach artysty buduje własne oczekiwania. Jest to pewnie też jeszcze większa pułapka dla wykonawcy, który szukając nowych ścieżek własnego rozwoju decyduje się na opuszczenie strefy komfortu. Tak, życie twórcy to ciągła łamigłówka z kilkoma niewiadomymi.

W "Nieumiarkowaniach" Król konsekwentnie decyduje się na krótką formę – 9 utworów w łącznym czasie 30 minut to ciągle rzadkość. Ale właśnie ta kondensacja świadczy o świadomości artysty. Tu nie ma "grania na czas", nie ma zbędnych upiększeń. Chociaż w tym miejscu muszę się odnieść do udziału żony artysty, Iwony. Wokalistka pomagała już Królowi przy albumie "Kobieta z wydm". Tam było to trochę uzasadnione, teraz, przynajmniej dla mnie, kompletnie niepotrzebne. Nieco agresywny sposób śpiewania wokalistki przeszkadzał mi w odbiorze Króla refleksyjnego, zadającego pytania. Najbardziej szkoda mi utworu "Czas siedmiu prób", w którym udział Iwony, a zwłaszcza koszmarne parlando, odebrały mi przyjemność słuchania tej świetnej piosenki.

czytaj dalej…

20 Wrz / Wojtek

The Edge Effect – „Uncovered” RECENZJA]

Ten zespół poznałem niedawno. I nie mogę pojąć, dlaczego tak dobra kapela istniejąca już wystarczająco długo, mająca w dorobku kilka albumów, jest kompletnie nieznana. Odpowiedzią może być ciasny rynek. Zespoły wokalne przedzierają się do masowego słuchacza wybiórczo, bo zapotrzebowanie na ten rodzaj muzyki jest co najmniej kilkukrotnie mniejsze niż na  pozostałe stylistyki. Co prawda zespół wokalny to jedynie określenie składu, ale akurat w tym przypadku to też zadeklarowanie się do konkretnej, niszowej estetyki. A przecież grup wokalnych robiących światową karierę jest obecnie kilka, jak ikony: The Manhattan Transfer i Take 6, zespoły dłużej dobijające się do wielkich scen: New York Voices i Naturally 7, czy na przykład najmłodsza gwiazda docierająca do masowego słuchacza, czyli Pentatonix.

czytaj dalej…