Skip to content
7 wrz / admin

Alfa Mist – „Bring Backs” [RECENZJA]

Chciał zostać piłkarzem, ale dzięki uporowi matki miał zdobyć porządne wykształcenie. I je zdobył, ale muzyczne. Pewnie nie o takiej przyszłości swojego syna myślała, jednak teraz, kiedy Alfa Mist śmiało rozpycha się na brytyjskiej scenie,  pewnie nie żałuje. Bo jego umiejętności, zwłaszcza te zdobyte na studiach kompozytorskich, to chyba najlepsze, co mogło się artyście przydarzyć. Na jego „Bring Backs” słyszymy świetne połączenie talentu z solidnym warsztatem.

Artysta zaprosił nas na ulice wschodniego Londynu, opowiada nam o swoich uczuciach, głównie za pomocą muzyki, bo przeważają utwory instrumentalne. Ale nie tylko, bo artysta, pianista i raper, używa wielu środków do przekazania nam swoich wizji.

Dobrze, że znalazło się tutaj kilka utworów ze śpiewającymi gośćmi sprawiającymi, że słuchamy po prostu ładnych, atrakcyjnych piosenek, jak „People” z udziałem Kaya Thomas-Dyke i „Mind the Gap” z Lex Amor. Dla dopełnienia jest świetny, jakby wyjęty ze spektaklu „Last Card” z damską narracją.

Alfa Mist, autor i producent całego materiału doskonale wie, jakich użyć środków, albo kogo zaprosić, aby ciągle nas zaskakiwać i zachwycać. Wrażenie robią opracowania utworów. Już pierwszy zaczyna się grubo, w „Teki” słyszymy świetną, nowoczesną muzykę instrumentalną, godną najlepszych muzyków. Właściwie w każdym utworze artysta zaskakuje zupełnie innym podejściem, jak choćby w „Attune” interesującą partią instrumentów dętych, albo pięknymi smyczkami w „Once A Year”.

Płyta ukazała się w nowej dla artysty wytwórni, amerykańskiej Anti specjalizującej się w promowaniu mniej znanych artystów wielu gatunków. Dla Alfa Mist to zapewne wyróżnienie, bo pojawienie się na rynku amerykańskim to nowe możliwości.   Ciekawe jak pójdzie dalej, bo na razie jest baaardzo obiecująco.

10/10

 

 

Zostaw komentarz

*

code