Fismoll, „Pomiędzy” – mistrzowski minimalizm [RECENZJA]
Fismoll, czyli Arkadiusz Glensk, gdzieś się ukrył. Po świetnym, nominowanym do Fyderyków debiucie i zaraz potem po drugim albumie artysta zniknął. I pewnie wszyscy o nim zapomnieli. Za to teraz, po 7 latach powstaje jak Feniks z popiołów – w całości po polsku, intymnie, bardzo szlachetnie i mądrze. Takie niespodzianki lubię.
www.youtube.com/watch?v=KWFOOu4U51A
Artysta cały materiał napisał sam i sam też wszystko wyprodukował, zagrał i zaśpiewał. To musi budzić podziw! W każdej piosence jest nieco inne instrumentarium, ale kiedy pojawia się jakiś instrument, czasem tylko na kilka fraz, to w konkretnym celu, coś jak niewielka ilość przyprawy dla podkręcenia smaku. Tutaj nie ma popisywania się, wszystko jest zagrane i zaśpiewane minimalistycznie, ale niczego nie brakuje, a każdy dźwięk jest tutaj po coś. Np. w „Jasno”, gdzie urzeka wszystko – to bardzo dobrze wybrana piosenka na rozpoczęcie. Po niej już nie możemy się oderwać od magii tego albumu.
Każda piosenka osobno zachwyca, jednak w całości ten album brzmi jeszcze ciekawiej. Pewnie nieprzypadkowo artysta zatytułował go tak, jak jedną z piosenek, bo właśnie w „Pomiędzy” jest nieco inaczej – fajnie rozwijająca się dramaturgia dzięki stosunkowo bogatej aranżacji. Pod koniec albumu jest moja ulubiona piosenka „Reszka”, której słuchałem częściej niż pozostałych. I kiedy już się wydaje, że nic więcej dobrego nas nie spotka, na koniec dostajemy „Wszystko”. No właśnie, niby wszystko już było, ale takie zakończenie to kolejne pokazanie klasy!
www.youtube.com/watch?v=ztbJuLsrdU8
Uwagę zwraca też konsekwencja w wizerunku, okładki wszystkich płyt są spójne, jakby artysta chciał nam powiedzieć, że nic się nie zmieniło, że to ciągle ten sam konsekwentny i bardzo wymagający od siebie muzyk. Już wpisuję „Pomiędzy” na listę najlepszych polskich albumów tego roku, a na razie zapisuję w bibliotece „ulubione”
9/10








