Skip to content
4 kwi / Wojtek

MBTM – cieeeeeeenko

Świąteczny odcinek programu tak mocno wyeksploatował zapasy ciekawych wykonań, że wczoraj odczuliśmy to na własne uszy. Wczorajszy odcinek Must Be The Music bardzo mnie rozczarował – było nudno i przewidywalnie. Nie wiem tylko dlaczego jurorzy tak często komplementują bardzo przeciętnych i w ogóle nie interesujących wykonawców?  Być może takie jest założenie reżysera, bo przecież każdy show musi mieć swoją dramaturgię, a jak powszechnie wiadomo, krawiec tak kraje, jakich ma wykonawców 😈

Na szczęście, wśród wokalistów karaoke i nieudanych prób  wykonania coverów, pojawiło się kilka prezentacji interesujących. Mnie jak zwykle najbardziej przyciągnęły zespoły. 2 kapele przedstawiły ciekawe piosenki, co jest dla mnie warunkiem wyjściowym do sensownego zaistnienia. Żaneta Lubera, wokalistka znana już z The Voice of Poland, pokazała się w autorskim repertuarze. W tym programie było już kilka pojawień się uczestników innych talent show, nawet w tym odcinku. Najczęściej kończyło się to katastrofą, bo jeśli kandydat na artystę po raz kolejny wykonuje cover, to nie można mieć nadziei na coś obiecującego. Żaneta śmiało wkracza na scenę ze swoją piosenką, utworem bardzo dobrym i świetnie zagranym. Najbardziej jednak rozczarowała mnie sama wokalistka, która do końca nie przekonała, a jej brak precyzji wokalnej był olbrzymim zaskoczeniem, bo wcześniej dziewczynie nie zdarzały się takie wpadki. Na szczęście wygrała bardzo dobra piosenka, gotowy produkt radiowy. 😆

Podobnie była podczas występu zespołu Vierna. Tutaj także mieliśmy do czynienia z dobrą piosenką, nieźle zagraną i zaśpiewaną. Szkoda jedynie, że wokalistka padła ofiarą syndromu dobrobytu, choroby początkujących wokalistów, którzy w jednej piosence chcą pokazać wszystko co potrafią. Wierzę, że gdy artystka nie będzie chciała na siłę udowodnić, że jest dobra, gdy skupi się na prawdziwym przekazie, to będzie bardzo dobrze 😉

Gwiazdą tego odcinka było dla mnie trio instrumentalne 3Kings. Już sama nazwa zespołu sugeruje, że możemy mieć do czynienia z lekkim  dystansem do tego co się robi. I tak też było: świetne, inteligentne granie, prawdziwa radość ze wspólnego muzykowania. Ta z pororu beztroskość była oparta na solidnych fundamentach jakimi są świadomość muzyczna i warsztat, jednym słowem wyższy stopień wtajemniczenia. I to może być silny punkt w półfinałach. Czy jednak głosująca publiczność podzieli mój entuzjazm? Na to jeszcze chwilę poczekamy.

Na początku narzekałem, że ten odcinek był słaby. Teraz, kiedy czytam to co napisałem, dochodzę do wniosku, że nie było tak źle. Wszak nie o ilość tutaj chodzi, bo 3 ciekawe wykonania, w tym 1 rewelacyjny, to już chyba coś 🙄

 

Zostaw komentarz