Skip to content
18 gru / Wojtek

Norah Jones – „Day Breaks” RECENZJA]

Nie ukrywam, że do tej wokalistki zawsze miałem stosunek letni. Do jej pierwszego, entuzjastycznie przyjętego albumu podchodziłem kilka razy. I nie mogłem się przekonać. W międzyczasie artystka umocniła swoją pozycję, stając się ważną częścią światowej sceny. Czy od debiutu coś się zmieniło? Postanowiłem się o tym przekonać na podstawie jej ostatniego albumu. I co? I chyba niewiele się zmieniło, bo nadal nie jestem w stanie podzielać entuzjazmu większości recenzentów. Dla mnie ten album jest po prostu nudny.

www.youtube.com/watch?v=TTy8iSdQMwM

Konwencja albumu opiera się na prostym pomyśle zagrania większości piosenek ze skromnym instrumentarium. I to ma jakiś sens, ale….Wszystkie utwory utrzymane są w podobnym, spokojnym klimacie. Jednak spokojny nie zawsze oznacza nudny, tutaj potrzeba po prostu więcej maestrii, aby z ballady zrobić coś, co zachęci nas do słuchania dłużej niż kilka minut. Niestety artystce to się nie udało, bo gdyby nie rzetelność i chęć dokładnego poznania całego albumu, to nie zmuszałbym się do obcowania z tą muzyką dłużej. Utwory są nagrane banalnie, bardziej sprawiają wrażenie przypadkowego wyjścia na scenę kilku muzyków, którzy nagle chcą sobie pomuzykować. W żadnym z nagrań nie słyszę przekonującej koncepcji, a jedynym kluczem wykonawczym była chęć zagrania miło i sprawnie. 2 piosenki, w których jest więcej muzyki w tle ( „One I Had” i And Then Was You”) pozostawiają niedosyt, bo nie dość, że tych ciekawszych miejsc jest tak mało, to jeszcze ilość towarzyszących dźwięków jest bardzo skromna, takie rozwiązanie na pół gwizdka.

www.youtube.com/watch?v=17_YAKEqjkI

Mam wrażenie, że artystce brakowało repertuaru, bo oprócz swoich kompozycji, dla mnie nieszczególnie interesujących, do albumu włączono 3 covery. Zawsze podziwiam uznanych artystów, którzy zabierają się za obcy repertuar. Jeśli wynika to z chęci pokazania swojej osobowości i nowych wizji artystycznych, to dobrze. Gorzej jednak, kiedy znane piosenki traktuje się jako przysłowiową „zapchaj dziurę”. Na płycie „Day Breaks” covery niczym szczególnym się nie wyróżniają, a właściwie tak, bo gdybym miał wybrać 2 najgorsze utwory  to są to właśnie one („Peace” i „”Fleurette Africaine”). Brak wyraźnej wizji na nowe odczytanie tych piosenek miało chyba przykryć podejście, aby zagrać je lekko jazzowo. Niestety, w obu nagraniach partia saksofonu jest tak irytująca, ze nie da się tego spokojnie słuchać. Z tych trzech „pożyczonych” jedynie jestem w stanie zaakceptować piosenkę Nila Younga „Don’t Be Denied”. Jednak nawet ta nie wnosi w wykonaniu Norah Jones nic nowego.

Na pewno ciekawsze i bardziej atrakcyjne są piosenki autorskie, zwłaszcza „Tragedy” i „Filipside”. I być może staną sie one przebojami, bo są w klimacie wcześniejszych hitów artystki. Mnie jednak nie przekonują ani te piosenki, ani cała płyta.

Moja ocena:

6/10

Zostaw komentarz