Skip to content
28 Lis / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „Cucurrucucu Paloma”

Do przyjrzenia się tej piosence sprowokowało mnie najnowsze wykonanie Artura Rojka. Artysta zabrał się za piosenkę, która dotychczas nie kojarzyła mi się z obszarami, które należy obserwować. Ten utwór, funkcjonujący w naszej świadomości jako coś dziwnego i obciachowego, był bardziej elementem kultury, niż atrakcyjną muzyką. Okazało się, że nawet taką, kojarzącą nam się z kiczem piosenkę, można wykonać interesująco. Może warto więc przy tej okazji przyjrzeć się samej piosence i zastanowić się, dlaczego jej miejsce w muzycznym świecie jest raczej na jego obrzeżach. Zacznijmy jednak od wspomnianego nagrania.

Piosenkę skomponował w 1954 roku Tomas Mendez w meksykańskim stylu hupango, który dosłownie znaczy „na szczycie drewna”, a odnosi się do platformy, na której tancerze stylu zapateado wykonują swoje stepowane kroki. Tytuł piosenki to nawiązanie do onomatopeicznego odgłosu gołębia. Utwór jest pieśnią miłosną, ale wbrew pozorom nie odnosi się do kobiety o imieniu Paloma, bo „paloma” w języku hiszpańskim  to po prostu gołąb.

Filmowo

Pierwszy raz piosenka pojawiła się w meksykańskim  filmie „Escuela de vagabundos”, w której wykonał ją Pedro Infante. Tę wersję należy traktować jako wzorcową.

Filmowy debiut piosenki mocno zakorzenił się w tym gatunku, dając tytuł innemu meksykańskiemu filmowi, ale swoje najważniejsze miejsce zajął w dwóch innych znakomitych obrazach. Pedro Almodovar wykorzystał piosenkę w swoim filmie „Porozmawiaj z nią”, a niedawno mogliśmy ją także usłyszeć w oscarowym „Moonlight”. W tych dwóch świetnych filmach piosenkę wykonuje Caetano Velosa. I właśnie ta wersja stała się tym artystycznym wzorcem, mocno uciekającym od popularnego charakteru piosenki. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że na tej koncepcji oparł się także wspomniany na początku Artur Rojek.

Po hiszpańsku

Po okresie popularności na dużym ekranie przyszedł czas na tradycyjne życie piosenki, będącej częścią muzycznej popkultury. Pierwszego nagrania na płytę dokonał Harry Belafonte w 1956 roku. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie – piosenkę zaczęli wykonywać liczni artyści, głównie ze strefy hiszpańskojęzycznej. Kilku z nich warto posłuchać, bo okazuje się, że nawet tutaj, gdzie zrozumienie piosenki, ale też kontekst kulturowy jest na pewno inny, można ten wyświechtany utwór wykonać interesująco. Bo o to na przykład skromne wykonanie, które nagrała Silvia Perez Cruz

Podobnie atrakcyjne, ale trochę inaczej brzmi wersja Lila Downs. Tutaj udało się połączyć ludowy charakter piosenki z jej dramatyczną treścią. Najważniejsze jest jednak to, że cała oprawa muzyczna została zaplanowana artystycznie i „smacznie.”

Ciekawostką jest, że piosenka, która powstała z myślą o wykonującym ją wokaliście, swoje najciekawsze wykonania zawdzięcza paniom. Dla kontrastu więc wersja męska, ale nie do końca. Edson Cordeiro, brazylijski kontratenor łączy brzmienie charakterystyczne raczej dla pań z męską wrażliwością. To wykonanie jest nieco inne, na pewno frapujące i zachęcające do wysłuchania go do końca. A przy okazji warto zauważyć, że tutaj piosenka otrzymała  tytuł „Cucurrucucu”.

Reszta świata

Niestety utworem zainteresowali się artyści z innych kręgów kulturowych, fundując jej największą krzywdę – piosenka stała się uosobieniem kiczu i obciachu. Te wykonania więc przemilczmy, bo chyba lepiej skupić się na pozytywach, a te na szczęście tutaj się pojawiają.

Shirley Kwan, gwiazda z Hong-Kongu, nagrała świetną, nie tak oczywistą wersję. I to ciekawe zjawisko, że interesujące wykonanie pojawia się na bardzo skomercjalizowanym runku azjatyckim, gdzie króluje tendencja podrabiania wszystkiego, stąd wielu wykonawców stamtąd brzmi identycznie jak The Beatles, Pink Floyd, czy Whitney Huston. Dlatego doceniam takie indywidualne podejście – tutaj zachwyca głównie koncepcja wykonawcza i nietuzinkowy akompaniament, który na pewno nie pomaga w śpiewaniu, tworzy jednak podstawy dramaturgii. I dzięki temu właśnie to wykonanie jest tak interesujące.

Rosemary Clooney była jedną z pierwszych artystek, które wykonały wersję anglojęzyczną. Zmiana języka, ale też zmiana pulsacji rytmicznej powodują, że słyszymy stylowy utwór taneczny.

Po polsku

Ta piosenka ma wyjątkowo dużo wersji w języku polskim, bo oprócz nagrania, którym rozpoczęliśmy to spotkanie, są jeszcze 2 inne ciekawe wersje. Oczywiście musimy zacząć od wersji Tercetu Egzotycznego. Ta wersja zdominowała nasze rozumienie piosenki. To wykonanie w oryginalnej wersji językowej sprowadziło piosenkę do kategorii piosenki gorszej. Sam zespół, z uwagi na swój repertuar i sposób jego wykonania, jest ciągle uważany za wykonawcę „gorszego sortu”. Paradoksalnie jednak taka muzyka zawsze miała wielu zwolenników. Dziś, kiedy króluje disco polo i piosenka biesiadna, można powiedzieć, że Tercet Egzotyczny zbudował podwaliny pod ten rodzaj muzyki, która dla wielu jest oazą piękna, a dla innych kwintesencją kiczu. Ale… o gustach nie ma sensu rozmawiać.

Z kolei Wanda Warska, wokalistka poruszająca się w obszarach piosenki artystycznej, sięgająca po standardy jazzowe, ale też nie stroniąca od śpiewania pięknej polskiej poezji, pozwoliła sobie na swoisty „skok w bok”. Jej propozycja piosenki z polskim tekstem jest nieco inna. Na pewno nie jest to stylistyka, w której artystka czuła się najlepiej, jednak warto na nią zwrócić uwagę.

Jak to dobrze, że czasami udaje nam się spojrzeć jeszcze raz na przedmioty lub zjawiska, które zapisały nam się w pamięci w bardzo określony sposób. Przy takich okazjach mamy szansę zrewidować swoje wcześniejsze opinie i wyobrażenia. Bo przy tej też okazji mogliśmy odkryć, że „Cucurrucu paloma” to piosenka, która w założeniu nie miała nikogo atakować. Dobrze więc, że po tylu latach udało mi się odkryć, że utworowi zrobiono straszną krzywdę. Lepiej późno niż wcale.

 

 

Zostaw komentarz

*

code