Skip to content
23 sie / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „If I Ain’t Got You”

 To jedna z bardziej popularnych piosenek Alicii Keys, pochodząca z drugiego studyjnego albumu z 2003 roku. Inspiracją do napisania utworu była śmierć wokalistki Aaliyah w wyniku zamachu terrorystycznego 11 września 2001 roku. Artystka, pisząc tę piosenkę, posłużyła się myślą: „w jaki sposób rzeczy materialne nie potrafią zaspokoić głodu duszy”. I te wszystkie swoje osobiste doświadczenia przełożyły się na piękną piosenkę nagraną w 2004 roku. „If I Ain’t Got You” szybko podbiła listy przebojów i uzyskała dwie nominacje do nagrody Grammy.

Piosenka, mimo swojego krótkiego życiorysu, ma wyjątkowo dużo nowych wersji. Najczęściej inni artyści wykonują ją w podobnej lub wręcz identycznej konwencji, a charakterystyczny wstęp fortepianowy jest nierozłącznym znakiem rozpoznawczym. Co prawda nie jestem zwolennikiem powielania pomysłów aranżacyjnych, ale przegląd ciekawych wykonań rozpocznę od wykonania zespołu Maroon 5. Tutaj możemy powiedzieć o odtworzeniu piosenki w wersji męskiej, ale sam fakt, że popularny zespół wykonuje ją na swoich koncertach świadczy o sile utworu i ważności jego przesłania.

Okazuje się, że piosenkę można jednak wykonać po swojemu. Folkowy wykonawca Jordan Feliz postawił na prostotę i nieco spokojniejszą pulsację. Jego wersja, prawdopodobnie dzięki bardzo prostemu wykonaniu właśnie, może się podobać.

Jeszcze inaczej piosenkę wykonuje Kenton Chen. Towarzyszący mu zespół funkowy pomógł stworzyć nieco inną, bardziej radosną piosenkę. Co prawda trochę tu za dużo popisywania się wokalisty, ale całość jest interesująca.

Podążając tropem innych stylistyk warto posłuchać wykonania reggae zespołu Eastside. Ta nikomu nieznana kapela nagrała wersję, która zwraca uwagę. Głównie chodzi tu o koncepcję, ale samo wykonanie, sposób w jaki wokalistka śpiewa swoją partię, i jak muzycy mu towarzyszą decydują, że tego nagrania słucha się z przyjemnością.

Ciekawą, skromną wersję wykonuje James Bay. Jego koncepcja wykonania piosenki jedynie z gitarą, bez popisywania się możliwościami wokalnymi, bez wykorzystywania oryginalnej aranżacji i wreszcie bez ukrywania się za zespołem pokazuje zupełnie inne wartości utworu.

Na tle wykonań poszukujących czegoś nowego wersja Kelsey może wydawać się mało oryginalna. Sposób zaśpiewania mieści się w granicach większości wersji tej piosenki – sprawne technicznie wykonanie będące kopią. Jednak tutaj aranżacja akompaniamentu na 4 puzony powoduje, ża ta wersja się wyróżnia. I oto chyba chodziło wykonawcom.

Ciekawą, rockandrollową wersję nagrał nieco dziś zapomniany Garou. Artysta pokazał, że atrakcyjną piosenkę można wykonać po swojemu, z zupełnie inną aranżacją i w innym charakterze. To chyba największe zaskoczenie wśród wszystkich wysłuchanych wersji.

Specjaliści zachwycają się wersją Arturo Sandovala. Ten znakomity trębacz i pianista nagrał wersję typową dla bardzo pojemnej stylistyki nazywanej smooth jazzem. Dla mnie to jednak jedynie zagranie na trąbce linii melodycznej. Na szczęście cała reszta, czyli koncepcja i wykonanie zespołu, a zwłaszcza aranżacja w II części, z krótką improwizacją frontmana , są wystaraczające, chociażby z uwagi na wyjątkową “poprawność”.

Mix, którego dokonał Kanye West być może jest nowoczesny, być może nawet kreatywny, jednak gubi ducha piosenki. Takie próby zapewne mają swoich odbiorców, a artyście nie można odmówić kreatywności. Tylko czy takie “zabawy” mają większy sens?

Okazuje się, że nowsze piosenki mogą być gratką dla artystów poszukujących. To kolejny przykład na to, że interesujący utwór z XXI wieku może ilością interesujących coverów rywalizować z piosenkami znacznie starszymi, bo te są w naszym cyklu zdecydowanym liderem.

 

 

Zostaw komentarz

*

code