Skip to content
15 mar / Wojtek

PJ Morton – „Gumbo” [RECENZJA]

Na amerykańskim rynku takich artystów jest niemało – nagrywają, występują, a przede wszystkim reprezentują przyzwoity poziom. W tym towarzystwie zwrócić na siebie większą uwagę łatwo nie jest, ale PJ Morton to zrobił.  Najpierw była jego druga już płyta "Gumbo", a krótko potem nominacja do nagrody Grammy w kategorii R&B. Można dyskutować, czy przypisanie do tej kategorii jest odpowiednie, ale ten problem dotyczy wielu nominowanych w innych kategoriach. Showbusiness sam sobie zastawił pułapkę szufladkując to, co kategoryzowane być nie powinno. Zresztą w Polsce jest podobnie. Czy nie łatwiej przyjąć, że koncentrujemy się na muzyce lub filmie, nie zastanawiając się jaki reprezentuje gatunek? Pewnie można, ale wtedy zamiast, dajmy na to 20 nagród, przyznano by jedną – w ten sposób zabija się możliwości wzbudzania sensacji. 

W każdym razie płyta PJ Mortona jest godna posłuchania. Jej autor jest członkiem zespołu Maroon 5. Najpierw grał w zastępstwie za innego muzyka, by po 2 latach zostać pelnoptawnym członkiem kapeli. I pomyśleć, że instrumentalista drugiego planu znanego zespołu potrafi nagrywać autorski materiał. I to na tak wysokim poziomie.

 

Tę płytę można podsumować krótko. Nie można mieć wątpliwości, że PJ Morton komponuje i śpiewa z miłością do Steviego Wondera. Niemal każda piosenka na płycie brzmi jakby był to zapomniany, wygrzebany z szuflad utwór Wondera sprzed 30 lat. Kompozycje są oczywiście inne, bo to autorskie utwory Mortona, a jeśli porównuje je się do największych przebojów ikony muzyki XX wieku, to jest to jedynie komplement. Jednak już strona wykonawcza, podobny sposób śpiewania i stylizowane ararnżacje powodują, że podobieństwo jest bardzo widoczne. Ale….okazuje sie, że osoby nie znające dobrze twórczości Wondera mogą słuchać tych piosenek z zainteresowaniem. Z kolei dla takich maniaków jak ja, którzy znają każdą piosenkę, każdą niemal nutę Steviego, to może być miła niespodzianka. Bo kopiowanie kogoś to jedno, jednak czym innym jest podążanie czyimś śladem. Jeśli ktoś idzie drogą, którą wyznaczył wielki Stevie Wonder, to nie mam nic przeciwko. 

Wszystkie piosenki z tej płyty wyróżniają się staranną, dobrze przemyślaną koncepcją począwszy od samej kompozycji przez świetne aranżacje i sprawne wykonanie. Na pewno trzeba przyznać, że PJ Morton umie komponować. Mamy więc tutaj spokojną, ciekawie rozwijającą się piosenkę "First Began", atrakcyjną "Allright" i nastrojowe "They Gon' Wanna Come" oraz "Go Thru Your Phone". Wśród tych balladowych kompozycji jest też miejsce na takie utwory jak "Sticking To My Guns", gdzie artysta pozwala sobie na kontrolowane szaleństwo. Zaskakujące jest zakończenie albumu. Wykonanie przeboju zespołu Bee Gees "How Deep is Your Love" może zdziwić. Zastosowanie tutaj stylistyki R&B nie jest nowością, bo takie wykonania tej piosenki już były. Może chodziło o puszczenie oczka do słuchaczy, może o odpoczynek od własnych kompozycji. W tym wykonaniu nic specjalnego się nie dzieje, ale wpisuje się ono w ciągoty artysty do obszarów mniej dostępnych. Na pewno Morton radzi sobie z obcymi piosenkami – mnie szczególnie urzekła zamiana jednego dźwięku w pierwszej frazie refrenu. Mała rzecz, a cieszy:-)

Gumbo to potrawa wieloskładnikowa na bazie bulionu, mięsa lub skorupiaków i warzyw. Potrawa pochodzi z Luizjany i z tym regionem ciągle jest najsilniej kojarzona. Pj Morton, człowiek wychowany w sercu Luizjany, w Nowym Orleanie, zapewne nieprzypadkowo wybrał taki właśnie tytuł swojej płyty. To co tutaj słyszymy to swoista mieszanka mocno osadzona na tradycji. I to teraz ma dla mnie sens.

 

9/10

 

 

 

 

Zostaw komentarz