Skip to content
23 sie / Wojtek

Szpaku, „Uzumaki forma ostateczna”. Nie dajcie się nabrać. [RECENZJA]

Drugi raz w ciągu miesiąca dałem się nabrać. Nazwisko Kubiego Producenta przyciąga, bo to młody, zdolny artysta ze sporym potencjałem. Niestety, znowu duże rozczarowanie. Tym razem z powodu pana, który nazywa siebie raperem. „Uzumaki forma ostateczna” to propozycja dziwna. I na pewno nie można jej zaliczyć do hip hopu.

Na szczęście ten album jest krótki, ale i tak można przy nim pocierpieć. Szpaku zapomniał, że jest raperem. Ciągnie go do śpiewania, a często używany auto-tune jeszcze bardziej bagatelizuje wysiłek. Dykcja też często jest nieprecyzyjna. A takie piosenki jak: „Byłem młody” i „Nietoperze” to już męka dla słuchacza. W tej drugiej wykorzystanie cytatu z piosenki Ich Troje daje nam odpowiedź, gdzie stylistycznie jest miejsce Szpaka.

Ale są też momenty nieco lepsze. „Kraina lodu”, dzięki wątkom autobiograficznym zwraca uwagę. Robi się prawdziwie i interesująco. Szkoda jedynie, że nie zdecydowano się na prostotę realizacyjną, bo ten element prawdy nieco się ulatnia. Jeszcze  ciekawsza jest „Crazy frog”. Tutaj fajnie gościnnie wpisał się Waima.

Nie jest dla mnie nowością, że Szpaku jest wykonawcą mniej interesującym. W tym albumie współpraca z Kubi Producentem miała być chyba koniem trojańskim. I rzeczywiście, bo właśnie dlatego po ten album sięgnąłem. Przypomina mi się historia z albumem brata producenta, Sapi Tha Kinga – niedawno o nim pisałem. Kiedy jednak mogę ostatecznie zrozumieć wspieranie rodziny, to nie bardzo widzę sens współpracy przy „Uzumaki forma ostateczna”. Niestety. Po raz kolejny przekonuję się, że Kubi Producent zjada własny ogon. A zapowiadało się, że nasza scena wzbogaciła się o producenta z dużym potencjałem.

5/10

 

Zostaw komentarz