Taco Hemingway – „1-800 – Oświecenie”. Przerwy dobrze robią. [RECENZJA]
„Być może stałem się uzależniony?
W oparach płaczu czołgałem się po dnie
Być może w strachu, że jestem skończony
Być może rady nie dałem się podnieść?”
www.youtube.com/watch?v=uXEA9GSZfGg
Nie słyszeliśmy go 3 lata, od wydanych jednocześnie albumów „Jarmark” i „Europa”. Taco Hemingway zrobił sobie przerwę, o której teraz opowiada. Tę spowiedź i dotykanie tematów trudnych artysta opakował w dowcipną formę audycji radiowej. Pomysł nie nowy, ale dobrze zrealizowany. To może być niespodzianka dla melomanów, którzy myślą, że bycie topowym artystą to miód i sielanka. Tymczasem Taco opowiada nam o swoim wypaleniu, ale robi to z dystansem do siebie, nieco dowcipnie, momentami bardzo lekko.
Nowością są tutaj piosenki, zwłaszcza te, w których Taco Hemingway bierze się za śpiewanie. Ale wstydu nie ma, bo nie o umiejętności wokalne tu chodzi, a o prawdę. Podobać się może beztroskie i chwytliwe „Gelato”, niezłe jest też „Nametag”, w którym fajnie się wpisują schafter i Oki. Są też piosenki kompletnie nieudane, jak: „Pakiet Platinium” i „Codziennie”. Za to ozdobą albumu jest „Całe lata”, utwór idealnie skrojony do duetu z Dawidem Podsiadłą. Tak się tworzy przeboje! Ale, wbrew pozorom, to nie jest niewinny lekki utwór, tylko zwrócenie uwagi na perspektywę obserwatora, na zasadzie „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.
www.youtube.com/watch?v=nthFATKbsSg
Taco cały czas bawi się konwencją. Audycja radiowa i rozmowa ze słuchaczami, głównie samym sobą, jest dobrym pomysłem. Podobnie jak w „Cichosza”, nawiązanie do piosenki Grzegorza Turnaua – ten utwór wyróżnia się muzycznie i tekstowo. Uwagę też zwraca dobrze napisany i bogaty w treści z życiorysu artystycznego „Main Stage Freestyle”. I jeszcze jest sprytne nawiązanie do jednego z wcześniejszych albumów artysty. Chwilowe przeniesienia się do nieco innego, bardziej komercyjnego Radia Marmur, to przywołanie innego, także koncepcyjnego albumu „Marmur” z 2016 roku.
Zacytowany na początku fragment z pierwszego, tytułowego utworu świetnie koresponduje z zamykającym album utworem o tym samym tytule, ale pisanym od tyłu. W obu artysta zadaje pytania. Na początku są świadectwem wątpliwości i wytłumaczeniem się z kryzysu twórczego, a pytania na koniec to pokazanie pozbierania się. I znowu prowokacyjnie Taco Hemingway oznajmia, że ma tyle pomysłów na życie, że pewnie jeszcze nie raz zadziwi nas swoją aktywnością:
„Być może wejdę na K2, może też ultramaraton pobiegnę
Być może napiszę hity do radia, może dla HBO tragikomedie
Być może stanę się ambasadorem Prady czy Żabki – to obojętne
Nie będę głodował nigdy, dopóki są znane im japy potrzebne”
8/10







