Skip to content
23 Cze / Wojtek

Tymek – „Klubowe” [RECENZJA]

Interesujące jest słuchanie nieznanego artysty, który nie jest debiutantem. Z jednej strony jest ciekawość, a z drugiej świadomość, że jeśli to kolejny album, to prawdopodobnie będziemy obcować z wykonawcą doświadczonym i świadomym. Do czasu….bo kiedy przeczytałem niemal wszystkie recenzje  w sieci nagle odebrało mi mowę – w niemal każdej  jest ten sam, kilkuzdaniowy akapit. I nie ma przy nim żadnej informacji, że to cytat. Pozostawiając to bez komentarza, chcąc  nie chcąc, muszę sam posłuchać albumu 🙂

Tytuł płyty jest przewrotny, zwłaszcza w połączeniu z okładką, bo tu jest nawiązanie do "Klubowych", czyli kultowych w PRL-u papierosów. Tych artysta,  bardzo młody człowiek, raczej nie powinien pamiętać, więc tym bardziej doceniam pomysł. A tak naprawdę chodzi o muzyczną zawartość płyty – wspólnym mianownikiem materiału jest jego taneczny, klubowy właśnie charakter.

Pomysł, aby nagrać hip-hopowy  album klubowy jest nieco karkołomny, bo miłośnicy gatunku bardzo pilnują swojej autonomii. Zwłaszcza raperzy mocno odrzucają wszelkie komercyyjne oznaki swojej dyscypliny, tak jakby nagranie płyty sprzedawanej przez największych dystryubutorów było czymś innym:-)

Wracajmy jednak do albumu. Charakter klubowy jest tutaj wiodący od początku: "Interesy", "Romans", "Język ciała" to utwory, których dobrze się słucha. Potem jest jeszcze równie udany "Poza kontrolą", a "Końcowe napisy" są ciekawym zakończeniem całego albumu. Szkoda jedynie, że w tym ostatnim utworze Tymek nie wytrzymał, bo użycie nieadekwatnych wulgaryzmów nie jest zakończeniem szczęśliwym. Szkoda. 

Podoba mi się też "Z ziemi włoskiej", w której artysta opowiada o swoim włoskim, trudnym fragmencie życiorysu. Szkoda, że w tym raczej serio utworze, gdzie z ciekawością słucha się o problemach imigranta, pojawiają się transakcentacje słowne, co znacznie zmniejsza wiarygodność numeru. Podobnie jest w "Banalne" – tutaj także jest poważnie, ale nie jestem przekonany, czy zrozumiałem o co autorowi chodziło. Mam wrażenie, że kawałek jest przedobrzony. Ciekawa jest sprawa "Jedynej". Kilku recenzentów pisze, że to jeden z ciekawszych polskich utworów o miłości. Ja odnioslem wrażenie, że jest wręcz odwrotnie, że to nawijka o zwykłym podrywie. Niezależnie czyja opinia jest bliższa prawdy, to gratuluję Tymkowi, że udała mu się niezła pułapka. W "Amore" artysta pozwala sobie na zupełnie niepotrzebną kokieterię: "nie wiem co polscy raperzy na to". Mimo tych kilku wpadek do tego czasu wszystko jest ok. – klimat radosnej zabawy poprzeplatany nieco poważniejszymi klimatami. Aż tu pojawia się "Bajka". I nagle wszystko, jednym ruchem ręki,  ginie bezpowrotnie po np. takim tekście:

Ale mamy pyski jak kryształ w miski
Jakbym maraton tu pobiegł anemiczny
Jestem zajebisty, póki mam te pizdy
A one mają licznik zamontowany w cipki
U, to dziwki

Właściwie ten jeden utwór przekreślił cały wysiłek, jaki Tymek włożył  w produkcję albumu. I nie ma znaczenia, że w tej feralnej "Bajce" artyście towarzyszą inni raperzy, bo to on swoim nazwiskiem (w tym przypadku pseudonimem) reprezentuje "Klubowe". I to właśnie wyróżnia prawdziwych artystów, od wykonawców, którym coś się wydaje:-(

6/10

Zostaw komentarz

*

code