Skip to content
8 paź / Wojtek

VoP’23 – bitwy, czyli kto się tu bije?

Tydzień temu cieszyłem się, że zakończyły się przesłuchania w ciemno. W tej ogromnej liczbie uczestników podobało mi się zaledwie kilkoro – tak słabej edycji jeszcze nie było. Można się było spodziewać, że kolejny etap też będzie bolesny. I był. Wystąpili wokaliści z drużyny Lanberry, która jeszcze bardziej podkręciła sensacyjny charakter programu.

Nowalijką w tej edycji jest poprzedzenie bitew dodatkowym starciem w tercecie. Pomysł średni, ale fakt wystąpienia ze świetnym big bandem to niezła nagroda dla uczestników. Szkoda jednak, że większość tych wokalistów nie ma prawa zawracać głowy tak dobremu zespołowi.  Potem duety, a na koniec nokauty, czyli występy solowe tych najlepszych. Mnie już w tej pierwszej potyczce zainteresowało dwoje wokalistów i do końca tylko im kibicowałem. Najbardziej podobał mi się Damazy Wachuła, naturszczyk z ciekawą osobowością. Aż musiałem przejrzeć jego występ z pierwszego etapu, bo zdziwiłem się, że nie pamiętałem tego interesującego wokalisty. Coś mi się wydaje, że to może być największa niespodzianka w tej drużynie.

Podobała mi się też Paulina Rzepka. To jedyna wokalista z tej drużyny, którą zapamiętałem z wcześniejszego etapu. Jednak jej szefowa była innego zdania. Mało tego, kiedy poprosiła o pomoc pozostałych jurorów, wszyscy jednogłośnie wskazywali właśnie tę uczestniczkę. Jednak Lanberry nie skorzystała z sugestii. Widocznie nie o śpiewanie tutaj chodzi.

I jeszcze jedno. Lanberry pochwaliła jedną z wokalistek za dobrą technikę. A było strasznie nieczysto i ogólnie nie na temat. O jaką więc technikę chodziło? Pewnie nie o wokalną? No cóż, show must go on!

 

Zostaw komentarz