Skip to content
8 kw. / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „Y.M.C.A”

Dzisiaj spotkanie niezwykłe – nie tylko będziemy przyglądać się dziwnej piosence, ale także zespołowi, który ją stworzył i wylansował. „Y.M.C.A” to jeden z wielkich hitów amerykańskiego zespołu Village People. Ta formacja powstała głównie po to, aby szokować i  niewątpliwie się to jej udało. Już sama jej nazwa  zwraca uwagę, bo wbrew pozorom  nie chodzi tu o określenie „wieśniacy” (jak można bezpośrednio przetłumaczyć Village People). Swą nazwę kapela zaczerpnęła z inspiracji Greenwich Village,  znanej z kultury gejowskiej nowojorskiej dzielnicy. I ten wątek jest tu bardzo ważny, bo stanowi klucz popularności większości piosenek zespołu. Najczęściej jest tak, że mało artystyczny wykonawca zdobywa popularność dzięki jednemu utworowi i w tym przypadku rzeczywiście mogłoby tak być, bo siła piosenki jest w stanie udźwignąć wieloletnią popularność. Przeglądając jednak dyskografię zespołu szybko zauważymy, że to wylęgarnia światowych, aczkolwiek bardzo specyficznych przebojów, z dwoma najlepszymi przykładami: „In The Navy” i „Go West”.

Piosenka do dziś uważana jest za jedną z ważniejszych w muzyce tanecznej, ale też mocno kojarzona jest ze środowiskami homoseksualnymi. I to akurat nie przypadek, bo napisanie piosenki o stowarzyszeniu YMCA, czyli miejscu przez wielu uważane za kolebkę gejowskiej tożsamości młodych ludzi, jest niewątpliwie niezłą prowokacją. YMCA ( Young Men’s Christian Association – Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej) jest najpierw amerykańską, a później wielką międzynarodową organizacją, propagującą program oparty na wartościach  chrześcijańskich. Głównym celem organizacji jest służenie harmonijnemu rozwojowi fizycznemu, umysłowemu i duchowemu. Obecnie YMCA funkcjonuje w 130 krajach i zrzesza prawie 30 milionów członków. Warto wspomnieć, że członkowie YMCA są pomysłodawcami  2. dyscyplin sportowych (siatkówka i koszykówka), a także autorami wszechobecnego dziś określenia „body building”.

Jeśli przy wykorzystaniu znanej organizacji lansuje się światowy przebój, to znak, że albo te 2 podmioty współpracowały, albo jeden chce się wypromować na plecach drugiego. I tak też było, jednak potoczyło się zupełnie inaczej, niż można by się spodziewać. Otóż stowarzyszenie YMCA, oburzone, że użyto ich nazwy bez zgody , przymierzało się do wszczęcia procesu sądowego. Na szczęście znalazł się ktoś z zimną głową, doprowadzając do ugody, a już niebawem stowarzyszenie zaczęło okazywać dumę z tego, że ma swoją piosenkę. I nic dziwnego, wszak to dzięki temu utworowi przeciętny człowiek ma szansę dowiedzieć się, że YMCA w ogóle istnieje. Można więc powiedzieć, że mamy tu do czynienia z jedną z bardziej znanych piosenek reklamowych.

I jeszcze jedno – piosenka mimo swojej sławy jako piosenki lekkiej, w dodatku dla wszystkich, czyli dla nikogo, nagrana jest bardzo przyzwoicie. Nie mu żadnej rewelacji w partii wokalnej, natomiast bardzo charakterystyczna aranżacja przylgnęła do piosenki na zawsze. A wracając do partii wokalnej, to sukces piosenki polega właśnie na jej prostocie, pokazując w ten sposób, że może ją zaśpiewać każdy. No właśnie, bo właśnie w związku z tym zaczynają się schody – zdecydowana większość nowych wykonań to albo nie do końca udane parodie, albo próby skopiowania z ulepszaniem. I jedne i drugie próby są zabawą, jednak nie do końca wiadomo, czy w ten sposób nie zabija się ducha utworu.

Wszystkie nowe wersje, które nie śmieją się z oryginału, podążają w tym samym kierunku – ma być wesoło, energicznie i towarzysko. Wersje, nie robiące krzywdy piosence, najczęściej polegają na lekkim odświeżeniu, dodaniu elementów uwspółcześniających, jednak w dużym stopniu wykorzystują koncepcję pierwotną. W nagraniu zespołu Touche słychać dodanie elementów sprawiających, że piosenka może uchodzić za modny kawałek dyskotekowy.

„Y.M.C.A” przyciąga także mnóstwo ludzi,  specjalizujących się w remixach. Tutaj można zrealizować muzyczną fantazję i wyczarować coś nowego. Niestety jedynie nieliczne próby posiadają elementy artystyczne. To, co zrobił MacDoctor, potwierdza jedynie tezę, że dobry pomysł i artystyczna powściągliwość to cnoty, które przydają się każdemu artyście.

Nagranie Berk & The Virtual Band jest jedyną ciekawą próbą pokazania piosenki w zupełnie innym anturażu. Koncepcja wykonania bossa novy jest odkrywcza, zwłaszcza że w powszechnej świadomości piosenka funkcjonuje wyłączeni jako pieśń masowa, manifestująca radość i beztroskę. Tutaj słyszymy piosenkę refleksyjną i muzycznie interesującą.

Na zakończenie zostawiłem ciekawostkę. Przerobienie piosenki z mollowej na durową (lub odwrotnie) to ulubione zabawy wielu muzyków. Tutaj jedna z nich.

 

Zostaw komentarz

*

code